Artykuły

Hucho - Inwazja - Jacek Pawłowski

Wszystko zaczęło się od kilku telefonów do Adriana i Janusza.Potem to już poszło jak po maśle.Jedziemy.Decyzja zapadła .Adrian z kochanego miasta Wrocławia jedzie do mnie,czyli Oświęcimia. Potem do Brzeszcz i już mijamy kolejne miasta leżące nad Sołą.Adrian podziwia Wadowice,Suchą Beskidzką i już jesteśmy w Makowie. Jedziemy na połączenie Skawicy z rzeką Skawą. Mam chwilkę aby podziwiać rójkę i pięknie żerujące Lipienie.Jedziemy dalej,przecinamy Zakopiankę i już tylko moment i jesteśmy w dolinie Dunajca. Mijamy(380m n.p.m Lubień,Mszanę,Szczawę,Kamienicę i jest Zabrzeż

Kierowcom Zabrzeż kojarzy się przede wszystkim właśnie z tym skrzyżowaniem oraz znajdującym się przy nim dużym zajazdem, parkingiem i stacją benzynową(bardzo dobry żurek po góralsku. )

Rejon Zabrzeży należał najpierw do księcia krakowskiego, potem - w wyniku zapisu wieczystego - przejęła go Kinga, żona Bolesława Wstydliwego. Najstarsza wzmianka o samej wsi datuje się na rok 1312. Warto też pamiętać o innym fakcie: w początkach XVII w., w czasie wojen z Portą Otomańską, osadzono tu jeńców tureckich, mile byli tu też przyjmowani okoliczni zbójnicy.

Dziś Zabrzeż jest ośrodkiem sadownictwa; podobnie jak w sąsiednim Łącku, uprawia się tu przede wszystkim jabłonie i śliwy. Warto zobaczyć stojącą koło szkoły dwukondygnacyjną kapliczkę, która w dawnych wiekach służyła podobno również jako punkt ostrzegawczy - w razie zagrożenia rozpalano wokół niej ogniska.

Mocny skręt w prawo i jedziemy do Tylmanowej gdzie, pod torem kajakowym czeka kol. Adam.Na miejscu krótka rozmowa. Jeszcze chwila i uciekamy.Jedziemy do Szczawnicy. Tu też czeka kol. Zenek właściciel knajpki w w Homolach(747m n.p.m), b.dobry muszkarz.Uzyskujemy dobre rady i do Krościenka(425m n.p.m).Tu patrzymy na pięknie żerujące lipienie.Małe zakupy i jazda do Sromowiec Wyżnych (699m n.p.m) Dzieje tej miejscowości liczącej około 1200 mieszkańców, leżącej nad brzegiem Dunajca, zespalają się z historią zakonu Klarysek ze Starego Sącza, który to już w roku 1327 posiadał te ziemie z nadania królewskiego. W miejscowości obok kościoła na cmentarzu znajdują się groby właścicieli tych ziem hr. Drohojowskich. Od 1924 r. Wybudowane domy harcerskie "Dworek Cisowy", "Watra" i "Orle Gniazdo" były ośrodkiem szkoleń instruktorek szkoły żeńskiej prowadzonej przez druhnę Olgę Małkowską do czasów II wojny światowej. Obecnie budynki stanowią bazę dla zielonych szkół. Przysiółek Sromowiec Wyżnych - Kąty stanowi początkową przystań flisacka. Stąd rozpoczyna się jedna z największych atrakcji turystycznych regionu Spływ Przełomem Dunajca. Cenną zaletą jest interesujący folklor kultywowany przez okolicznych mieszkańców. Ludność posługuje się gwarą podhalańską z silnymi wpływami słowackimi, węgierskimi oraz rumuńskimi. Piękne stroje regionalne używane są do dnia dzisiejszego głównie z okazji świąt kościelnych. Bliskość przejścia granicznego na Słowację stwarza dodatkowe możliwości zwiedzania Tatr po stronie słowackiej. W pobliżu przejścia granicznego jest wyciąg narciarski. Ze względu na usytuowanie miejscowości w pobliżu zespołu zbiorników wodnych rzeki i lasów istnieją doskonałe warunki do aktywnego wypoczynku Tam czeka kol Góral , właściciel świetnie położonego pensjonatu 100m od Dunajca.Góral przywitał nas jak na mieszkańca tego regionu przystało.Po rozpakowaniu naszych bagaży chwila prawdy-Adam pokazuje kolegom ryby które złowił w ostatnich dniach. Ja składam mój wysłużony kij.Zakręcam jak tylko mogę najmocniej kołowrotek i zostawiając kolegów w dobrym towarzystwie, pomykam przez boisko w kierunku dobrze mi znanym nad brzeg Dunajca vis-a-vis strażnicy Słowackiej.Po drugiej stronie, Słowacy dość mocno tną wodę.Ja patrzę jak rzucają i w jaki sposób prowadzą przynęty.Nagle dobrze mi znany i większej grupie wędkarzy dźwięk ,jest mam i zaczyna się jazda,ryba dość mocno trzyma się nurtu rzeki ,koledzy szczęściarza włączają mocne światło.Ja widzę teraz ich jak na dłoni. Jeden z nich, już przygotowuje podbierak .Ryba nadal jest mocna.Odchodzi dość mocno w moją stronę.Przez chwilę to wydawało mi się, że przepłyneła obok moich nóg.Ja sam stoję jak wryty, i bez słowa obserwuję coraz to ciekawszą walkę ryby.Słowak krzyczy coś do kolegów. Ja mimo że stoję w połowie rzeki, nie słyszę wraźnie jego słów.Teraz i ja włączyłem moją lampkę na głowie i jeszcze baczniej zaczynam obserwować wodę.Nagle coś bardzo mocno przewaliło się obok mnie.Teraz widzę dość wyraźnie miejsce gdzie ryba jeszcze przed paroma sekundami była.Dość głośno krzyczę do Słowaka że ryba jest duża.On tak jak i ja nie słyszy moich słów wyraźnie,więc pokazuje mu na rękach że ma ogromną rybę.Teraz ryba dość mocno przykleja sie do dna.Widać że kolega wie co robi i mimo że widać że jest zmęczony nie daje rybie ani chwili odpocząćJa stoję już po piersi w wodzie i wypatruję głowatkę . Wiemy już co zagryzło tą przynętę. Słowacki kolega macha rękoma bym przeszedł do góry na wlot, i tam przypatrywał się całej akcji.Przechodzę do przodu i nadal bacznie patrzę na to zamieszanie. Nagle pojawia się mój dobry kol Krzysztof i razem patrzymy na to co dzieje się w wodzie .Słowacki kolega ma już dość tej zabawy. Mówi do swoich kolegów,wyciągam tą Hlavatkę ,i zaczyna dokręcać hamulec.Teraz ryba idzie dość opornie w jego stronę.Jest już na wyciągnięcie podbieraka. Nagle okrzyk radości i ryba jest na brzegu. Koledzy gratulują i krzyczą z radości.Pewnie słyszą ich na Trzech Koronach.Mierzą rybę. Ma ,jak mówią 113cm. Jest piękna. Widzimy ją w całej okazałości dzięki światłom ze strażnicy i silnym reflektorem.Po całym zamieszaniu związanym z rybą postanawiamy łowić dalej ,Krzysztof idzie do góry pod zaporę .Ja zostaję tu .Krzysiu mówi, że tu już nic nie złapię bo oni narobili takiego zamieszania, że wszystkie Glowy poszły spać.Ja nie daję za wygraną i postanawiam jeszcze tu zostać.Jeden ze Słowaków pyta na co łowię. Ja , że na Widły, ty tu musisz łowić na gumy ,na jakie gumy pytam kolegę sąsiada na 45 gramów,a gdzie mogę tą gumkę kupić,on na to że guma ta jest z(.........) i jeśli jestem zainteresowany to on może mi taką dać.Ja postanawiam przyjąć ten podarunek i rzucam w jego stronę woblerem,mam krzyczy Milan( tak ma na imię) zapina na agrawę gumę,a mojego woblera.Każę mu zostawić w ramach przyjazni.Po czym oświadcza, że kupi takie woblery. Ja proponuję, że jutro sprzedam mu jak przyjedzie rano na ryby.Postanawiam dalej łowić. Pozostało jeszcze 45minut łowienia, więc mocno zabieram się do roboty. Po paru rzutach widzę, że coś robię nie tak jak trzeba.Zagaduję jeszcze na odchodne jak mam prowadzić tę gumę.Milan wyjaśnia mi że powinienem łowić jak sandacze.Parę ruchów korbki zostawić przynętę i mocno przykręcić dwa razy i takprzez cały czas aż do skutku.Na efekty tej pracy nie czekam zbyt długo. Po chwili mam mocne branie, lecz ryba spada.Milan jest mocno zaskoczony moim braniem, życzy mi powodzenia i znika w światłach na granicy.Ja nie daję za wygraną i dalej rzucam. Mam ponownie branie.Ryba jak wcześniej spada.Ja zchęcony tymi braniami biorę się do roboty. Słyszę jak na dole coś mocno wali w ryby.Pędzę tam czymprędzej i czekam. Słyszę jak około 15metów od mojego miejsca żerować zaczyna Głowacica,więc nie czekając ani chwili zaczynam orkę.Mija już z 5minut, może 7, nie liczę i nagle coś mocno zatrzymało moją gumę. Ryba jest,krzyczę że jest bo wiem że to ona ,mam,mam, i idzie wolno w Słowacki brzeg .Jest !!!. Tylko powoli ,aby nie popełnić żadnego błędu,a będzie moja,zaczynam powoli kręcić rączką kołowrotka.Ryba trzyma się mocno dna. Sam nie wiem jaką taktykę zastosować .Mam mętlik i ogromne szczęście rozgrzewa zmarznięte dłonie.Ryba dość mocno trzyma się swojego miejsca,lecz wydaje mi się że słabnie. Zapominając o wszystkim staram się ją ściągnąć w kierunku płani i tam zapanować nad jej siłą ,którą posiada gdy stoi w nurcie i mocno dotlenia swoje ciało.Postanawiam mocno ściągać ja w dół i nie wiem jak, ale udaje mi się to.Teraz widzę że ta moja ryba to całkiem niezła sztuka.Metr jest na sto procent.Gdzieś nie wiadomo skąd pojawia się Krzysztof i ocenia rybę. Grubo ponad metr. Ja mu nato, że wy górale to macie skłonności do przesady,a on że wędkarze też i pokazuje że ja też tak się zachowuję.Ryba już kilkakrotnie była pod nogami i teraz wiem że mam całkiem ładną sztukę .Krzysztof zaleca abym dokręcił silniej hamulec i jeszcze mocniej pracował kijem. Widzę już moją Hlavatk,że jest już tak blisko. Jeszcze może 5metrów jeszcze 3 metry i nagle moja głowa postanawia odjechać na następne metry. Znów tracę z nią kontakt wzrokowy.Powoli rozpoczynam ponownie wszystko od nowa.Ryba mimo tego że jest już zmęczona nie daje za wygraną.Krzysztof doradza,aby jeszcze mocniej popracować kijem i starać się doprowadzić do stojącej wody i tam rozegrać całą końcową walkę.Ryba nadal jest silna i nie daje za wygraną. Czuję zmęczenie i mdlenie rąk lecz zachęcony przez doping Krzysztofa nie daję rybie odpocząći zamierzam skączyć tą zabawę. Dokręcam mocno hamulec i jazda,jazda,jazda Jacku, bo zastanie cię nocna spadająca gwiazda.Ryba jest już bardzo blisko,widzę że jest bardzo zmęczona.Krzysztof cieszy się jak małe dziecko które dostało cukierka. Nagle ryba wybiera kolejne metry i znika w nurcie rzeki.Wszystko trzeba zacząć od nowa .Ja postanawiam teraz albo nigdy i zaczynam siłową walkę z moją głowatką.Kręcę ile tylko sił i ryba idzie powoli.Czuję że koniec jest bardzo blisko i mam rację. Widzę już jej wielką masę złota,miedzi.Wygląda jak tęcza.Najpiękniejsza jaką widziałem.Krzysztof łapie rybę do rąk i bardzo delikatnie przenosi na brzeg . Ja szczęśliwy nie mam nawet siły szybko podejść i zobaczyć moją Królową ,kochaną głowatkę ,królową Dunajca . Powoli zaczynam się cieszyć. Krzyczę tak głośno, że przyjeżdża patrol straży granicznej i podziwia moją zdobycz. Jeden z nich pyta co z nią zrobię.Ja na to, że jeśli ją zreanimuje to ryba wróci do wody, po czym oni;ty nie mówisz poważnie i odjeżdżają. Mam mętlik, bo ta ryba może nie przeżyć tej walki Ryzykuję i postanawiam podjąć ryzyko .Mierzę rybę i wracam z nią do wody.Ryba daje oznaki siły.Szarpie dość mocno i ma ochotę odpłynąć. Trzymam mocno głowatkę przez cały ten czas rozmawiając z Krzysztofe,nie wiedząc kiedy mineło 20 minut.Postanawiamy ją wypuścić. Puszczam powoli moją królową. Stoi jakby chciała abyśmy jeszcze popatrzyli na jej piękną sylwetkę, miedziano-złoto-srebną linie i powoli znika w głęboczku. Nam pozostaje teraz powoli zwijać sprzęt i do domu.Teraz odczuwam straszne zmęczenie i piekielny ból rąk. Proponuję jeszcze po tabliczce gorzkiej czekolady i łyku na rozgrzewkę Łąckiego speciału .Po czym idziemy do Górala .W domu nie było końca opowieściom jak ryba walczyła i jak z powrotem wróciła do Dunajca. Przy okazji degustowaliśmy regionalne nalewki i tym podobne trunki rozgrzewające ciało jak i ducha .Rozmowy trwały aż do wczesnych godzin rannych. Jak na mnie przystało ponownie stanąłem nad brzegiem rzeki lecz już w innym miejscu , z tym samym zamiarem złowienia ogromnej Głowacicy.....!

PS Ryba miała 109cm i z tego co wiem długo nie żyła została złowiona przez miejscowego wędkarza 13 dni później .Szkoda,wielka szkoda bo liczyłem że może jeszcze kiedyś się spotkamy oko w oko .Podaję też adres do Górala w Sromowcach Wyżnych .Każdy kto chce miło spędzić czas i porozmawiać o rybach powinien tam przyjechać!.

ADAM GĄSIENICA Tel.kom 602 111 950, dom 018 262 96 623, www.kwatery.fr.pl Dla Wędkarzy przewidziano zniżkę !

Jacek Pawłowski
Oświęcim

Firma przyjazna środowisku

Logo-Trakcja-System-KRZ-01.jpgimage003.jpglogo_kolor.jpg

Nasi Partnerzy

images.jpglog-balsax.jpglog-czorsztyn.jpglog-daiwa.jpglog-grawdruk.jpglog-jaxon.jpglog-jerkbait.jpglog-konger.jpglog-m-elektrostatyk.jpglog-max.jpglog-niedzica.jpglog-normark.jpglog-printfield.jpglog-robinson.jpglog-salix.jpglog-salmo.jpglog-sztukalowienia.jpglog-taimen.jpglog-wedkarskiswiat.jpglog-wmh.jpglog-zebko.jpglog-zew.jpglogo_glowatka_black.jpgmalopolskie.jpgpobrane 1.jpgpobrane.jpgpobrane.png
copyright   Stowarzyszenie Krakowski Klub Głowatka
ul. Lublańska 24/70, 31-476 Kraków, tel.: +501 186 566
KRS nr 0000388441, NIP 679 306 58 29, Regon 121552734
Konto bankowe: Bank Zachodni WBK 46 1090 2590 0000 0001 3489 5905
e-mail: klub@glowatka.pl